A jednak wstaję




Maya Angelou, z domu: Marguerite Ann Johnson (klik), urodzona 4 kwietnia 1928 roku w St. Louis – poetka, pisarka i aktorka. Jedna z największych poetek-aktywistek na rzecz praw obywatelskich dla czarnoskórej ludności w Stanach Zjednoczonych. Najbardziej znana z utworów autobiograficznych I Know Why the Caged Bird Sings  (1969) i All God's Children Need Traveling Shoes (1986). 

Wiersz, który  mnie dzisiaj poruszył odnosi się specyficznie do sytuacji potomków niewolników w Ameryce Północnej. Maya Angelou, to jednak wielka poetka, co poznaje się po tym, że inni ludzie też odnajdują w jej słowach część siebie. Jak ja. Bo na przykład zawstydzanie i wdeptywanie w ziemię kobiecej seksualności i płynącej z niej radości z samego życia, jakkolwiek może subtelne, nie jest obce naszej kulturze. 
Nie jest jej też obce wykorzystywanie ludzi mniej zamożnych i uprzywilejowanych przez tych, co mają więcej pieniędzy i wpływów.

A w ogóle to chciałabym stanąć w obronie wszystkich ofiar losu! A przede wszystkim siebie.

Wiersz przybył do mnie via Dyamond in the Rough (klik).
Nie poświęciłam czasu na sprawdzenie czy istnieje już polskie tłumaczenie. Poniżej moja wprawka.


A jednak się podnoszę
*
Możesz skreślić mnie z historii
Gorzkim kłamstwem, pokręconym
Możesz mnie rozdeptać w ziemię
Ja się jednak, jak kurz, podniosę.

Mój szyk budzi twój sprzeciw?
Więc czemu zamykasz się w mroku?
Bo idę jakbym miała szyby
Naftowe na środku salonu.

Jak księżyce i jak słońca,
I tak pewnie jak przypływy,
Jak nadzieje rosną wielkie,
Jednak się podniosę.

Chcesz zobaczyć mnie złamaną?
Oczy w ziemi, głowa w dół?
Ramiona lecą jak łzy.
Przygniecione krzykiem duszy.

Moja buta cię obraża?
No, już zetrzyj z czoła chmurę
Bo się śmieję jakbym w ogródku
Wykopała złotą górę.

Możesz mnie zastrzelić słowem,
Możesz zadźgać mnie spojrzeniem,
Możesz zabić nienawiścią
A ja się jednak, jak powietrze, podniosę

Czy uraża Cię seksowność?
Czy to jest coś niesłychane
Że tak tańczę, jakby diamenty
Błyszczały między udami?

Z wstydliwych baraków historii
Podniosę się
Z przeszłości zepsutej cierpieniem
Podniosę się
Jestem czarnym oceanem, w podskokach, szerokim
Zapadam się i unoszę, biorąc falę w siebie
Zostawiam noce terroru i strachu
Podnoszę się
Niosę dary dane nam od przodków,

Ja, sen i nadzieja niewolnika.
Podnoszę
Podnoszę
Podnoszę się.
*
*