Myśl o masowej produkcji medalików z Matką Boską. Jedna sztanca, tania blaszka. Szczęściem, niektóre wychodzą trochę krzywo.



W radiu mówią idzie wojna

W radiu mówią idzie wojna. Wojna. Bawię się tym słowem, może ono coś zmieni. Kim jestem, chłopakiem czy dziewczyną? Przytulam się do szyi konia. Ma imię od gładkiej skóry, w dotyku jest prawie wilgotna, jak świeże kasztany. Mówi do mnie oczami, kiedy go karmię sianem i jabłkami z sadu. Sad, biały dom, rzeka, idzie wojna. Chłopcy tłuką się patykami na podwórku, straszą kury, kaczki i gęsi. Ja nie lubię. Lubię galopować na oklep przez cudze pola, wzniecać gromady wróbli, bażantów i kruków.

To by mogła być cała opowieść: sierść, przestrzeń, wolność.

Ale nie jest. Jest matka, ojciec i babka. Babka syczy i dziobie palcem. Kim jesteś, dziewczyną, czy chłopakiem? W końcu każdego dnia zakładam sukienkę i ślęczę nad zeszytami. Mogą zamknąć mnie, ale nie zamkną myśli. Wszystko widać przez oczy. Smutek siada okrakiem na piersi, wściekłość zaciska brzuch w pięść.

Niech no tylko sprowadzą kandydata na męża, to go zabiję. Tymi oczami. W radiu mówią idzie wojna.

Mieszkam w książce do modlitwy

Mieszkam w książce do modlitwy. Książka należy do proboszcza. Jest to kobieta w sile wieku, z natury trochę sentymentalna. Inaczej by mnie wyrzuciła, spłonąłbym razem z innymi wspomnieniami z tamtego świata.

Żyjemy skromnie. Przebywam najczęściej na stole w kuchni. Okna bywają otwarte na przestrzał i wtedy wpada wiatr z bagien. Myślę, czy nadawałbym się na karmę dla łosia, gdyby przyszedł. Zjadłby mnie razem z książką, wsadziwszy wielki łeb przez okno do kuchni. Drgają chrapy, kopyto zostawia odcisk na ścieżce i pod oknem.
Tutaj możemy pomyśleć i rzeczy się zdarzają. Możemy nawet zażyczyć sobie słońca. Pod dotykiem promieni paruje zagajnik i daleki las. Jest tutaj dużo wilgoci.
Bierze się z łez ludzi, którzy tęsknią za tymi, którzy przeprowadzili się tutaj. Nie wiem, gdzie znajduje się nasz świat. Pod ziemią? Po drugiej stronie?
Za mną nikt nie płacze, dlatego jestem suchy. Gdyby spadła choć jedna łza, zakwitłbym na nowo wiosną z cebulki w lesie. Dlaczego gospodyni nie zrobiła ze mnie naparu? Sam nie wiem czy jestem dla kogoś jadalny. Czy drzemie we mnie jakaś odżywcza siła? Których narządów dotyka mój duch? Jestem niepoznany, sam dla siebie, leśny dzwonek zasuszony między stronami modlitewnika. Mogą mnie też ożywić słowa. Pod mocą wypowiadanych słów mój duch otwiera karty książki i ukazuje się poznaniu bajarki. Jestem nieśmiały. Potrzebuję ciszy i cierpliwości, żeby ujawnić delikatne serce. Tutaj, w ciepłym domu kobiety proboszcza na bagnach pamięci.

Ona rozpaliła ogień i poszła zaczerpnąć wody. Potem zaparzy herbatę. Zupa pyrkocze na blasze. Nie ma tutaj mojej duszy, jest tylko wspomnienie o kształcie.
Jestem, więc jestem, bez chrztu, namaszczenia, błogosławieństwa, dobrego słowa.
Wszystko rozdaję, znikąd nie biorę, skąd wezmę więcej?

Rozina 2

Nosili się z powagą: matka, ojciec i dwie małe córki o przenikliwych oczach. Nie śpiewali na urodzinach, ślubach, pogrzebach, ani przy obieraniu jabłek. Czasem matka miała półuśmiech i zaróżowione policzki. Ojciec nie.